To oni nadają temu państwu
prawdziwego brzmienia, napełniają najbardziej zardzewiały dzban
miłością.
Ile wart dla nich jest uśmiech turysty? Maroko to kraj
ludzi uśmiechniętych, z radością patrzących na życie, więc jak
się nie zakochać w ich sposobie życia.
Podróż ta miała miejsce dawno temu, jeszcze za czasów mojej
,,młodości'':) Wtedy też po powrocie z wakacji umieściłam opis podróży
na portalu wakacje.pl. Mam do niego sentyment, dlatego też postanowiłam
się nim z wami podzielić na tym blogu.
W podróży do Maroka towarzyszyła
mi mama. Zawsze razem wybieramy się w świat, gdyż mamy podobne
zainteresowania, lubimy aktywny wypoczynek, jednym słowem pasjonuje nas
to samo.
Po przylocie do Agadiru zostałyśmy odtransportowane do hotelu. Następnie
wybrałyśmy się na zwiedzanie okolicy. Agadir to typowo turystyczna
miejscowość, liczne sklepiki z pamiątkami, w centrum dużo supersamów,
długa, szeroka promenada. Najlepsze wrażenie na nas zrobiła długa,
szeroka plaża, ze złocistym piachem. Chłodny, orzeźwiający wiaterek znad
oceanu dodawał temu miejscu uroku.Tysiące ludzi, turystów ze wszystkich
zakątków świata, tubylców, wielbłądy dumnie spacerujące ze swoimi
właścicielami, galopujące konie, motory 4x4......ale my poszukiwałyśmy
dzikich miejsc, gdzie ciszę można poczuć, aż ciarki przechodzą po
rozgrzanej słońcem skórze.
Wybrałyśmy się więc na spacer w lewą stronę plaży, gdyż widziałyśmy tam
wydmy.
Mijałyśmy pałac króla, ogrodzony grubym murem, którego strzegli
liczni strażnicy. A za pałacem ku naszemu zaskoczeniu rzeka Massa, która
wpływała do oceanu. Znalazłyśmy nasz raj! W porze południowej rzeka
ucieka do oceanu, więc można spacerując wzdłuż.
Rzeka Massa to naturalny rezerwat dla licznych gatunków ptactwa -
flamingów, mew, itp. Warto przyjść nad rzekę w rannych godz. - 7.00 -
gdyż wtedy jest najwięcej różowych flamingów, potem w miarę cofania się
rzeki, ptaki odlatują.
Cisza, spokój, zakłócany jedynie przez śpiew ptactwa. Obserwacja
walczących o pożywienie mew. Można poczuć dreszczyk emocji, gdyż turyści
tam nie docierają, pusta przestrzeń i my....same......spacerujące po
leczniczym błocie.....zanurzone w nim po kolana......ale trzeba uważać
jest tam ślisko :) - warto było przebyć parę kilometrów. Rzeka Massa i
flamingi zrobiły na nas ogromne wrażenie.
A teraz parę słów o mieście. W Agadirze znajduje się souk - ogromny
rynek, gdzie znajduje się dosłownie wszystko, od owoców, warzyw, mięsa,
do skór, ubrań, przypraw, sprzedawane są pamiątki, rzemiosła (ale w
poniedziałki souk jest nieczynny, jako, że poniedziałek jest w Maroku
świętem). Droga do souk jest prosta, można dojechać petit taxi (taxi
poruszająca się tylko po Agadirze - pomarańczowa), bądź dojść na pieszo.
Bardzo ważna jest umiejętność targowania się, cena może spaść nawet o
więcej niż połowę proponowanej. Sprzedawcy są bardzo mili, zapraszają na
herbatę miętową, bardzo słodką. Nie można odmówić na zaproszenie, gdyż
jest to źle odebrane.
Warto zobaczyć jak w Maroku parzy się prawdziwą herbatę - miesza się 5
różnych liści, nie dodaje się cukru, a mimo to im dłużej się parzy, tym
jest ona słodsza. Im słodszą herbatę się dostanie, tym jest się milej
widzianym gościem. Jeśli, otrzyma się herbatę gorzką, oznacza to, że
jest się w danym miejscu nie mile widzianym.
Souk w Agadirze jest stosunkowo drogi. Na większe zakupy zapraszam na
souk do miasta oddalonego od Agadiru o ok 20 km. - Inesgane. Można tam
dojechać autobusem ( RATAG, nr. 25, 35, 45) Autobusy stoją po obu
stronach, trzeba się spytać kierowcy, który jedzie w odpowiednią.
Również w Inesgane znajduje się postój autobusów dalekobieżnych
(do
Marakeszu, Fezu, itp.) Autobus do Marakeszu kosztuje 60 dhr/os (1 USD =
8,83 dhr)........ahhh Marakesz, ależ tam upał, ok 50 stopni. Pierwsze
zetknięcie z Marakeszem - królewskie budowle, piękne ornamenty, mozaika,
wystrojone w suknie kobiety w bryczkach. Można byłoby pomyśleć, że
miasto jak z bajki. Jednak Marakesz nie zrobił na mnie pozytywnego
wrażenia.....najpierw zwiedziliśmy pałac króla, potem spacer po souku,
wąskie uliczki, a mimo to mieściły się tam osły, konie z wozami, motory,
no i ludzie, trzeba było uważać, żeby jakiś motor nie przejechał po
palcach. Przy tym na noszach na naszych oczach wynoszono człowieka,
dalej jakaś kobieta zasłabła, zdechły kot....ów.....
Wszyscy zachwycają się Marakeszem nocą. Podobno Plac Jemaa el Fna w nocy
wygląda jak z bajkowego snu......dym unoszący się ze smażenia
marokańskich specjałów, uderzenia bębnów w afrykańskich rytmach,
zaklinacze węży, dziadkowie opowiadający bajki.
A teraz przenieśmy się w Góry Antytlasu, które poznałyśmy na wycieczce
do Tafraut.
Są to jedne z najstarszych gór świata. Widok wspaniały.
Szlak jest dość stromy, więc podróż robi wrażenie, gdyż nie ma barier
zabezpieczających. Poza tym miałyśmy okazję zobaczyć samochód rozbity o
skały. W programie wycieczki mieliśmy odwiedzić wioskę berberyjską.
Niestety minęło się to z moimi oczekiwaniami, gdyż w tej wiosce nie było
ludzi, a jedynie domy wbudowane w skały, pośród opuncji, migdałów i
innych owoców.
Powróćmy teraz do Agadiru. Znajduje się tam największy producent
sardynek w porcie. Punkt widokowy na port, ocean, Agadir znajduje się na
górze na kasbie, gdzie można wjechać autobusem, motorem, bądź dla
wytrwałych piechurów na pieszo. Droga na górę jest kręta, widoki są
zapierające dech w piersiach. Wieczorem na tej górze pojawia się napis
po marokańsku : ,,Allach, król, ojczyzna''. Są to 3 najważniejsze
wartości dla Marokańczyków. Strażnik przebywa na tej górze i codziennie
zapala lampy oświetlające napis.
Przejeżdżając przez Agadir zauważyć można wiele kontrastów, np. obok
zamożnych domów, bloków, małe chatki, przykryte narzutą. Nie ma
podziałów na dzielnice biedne i bogate.Nasz pobyt w Agadirze został
wzbogacony o znajomość z rodziną marokańską, przez którą byliśmy
goszczeni. Sprawiło nam wiele radości siedzenie pośród nich,
obserwowanie zachowania. Nabyliśmy nowych wiadomości na temat kultury
tego kraju. Kosztowaliśmy przepysznych potraw, m.in. tażin - narodowa
potrawa, kus kus, itp.
Po wejściu do mieszkania, w którym przebywa rodzina należy z każdym
przywitać się z osobna przez pocałowanie w oba policzki do 5 razy,
następnie usiąść i poczekać na podanie pysznej herbaty i ciasteczek.
Potem następuje czas na posiłek w gronie całej rodziny. Wszyscy są ze
sobą bardzo zżyci. Rodzina jest najważniejsza.Po posiłku czas na relaks.
W rytmie muzyki marokańskiej kobiety tańczą, a mężczyźni klaszczą. Nie
zapomnę tych wizyt, ich będzie mi najbardziej brakowało przebywając w
Polsce. Tego entuzjazmu, radości, bezinteresowności. Tego nie można
przeczytać w żadnym przewodniku, to trzeba przeżyć na własnej skórze. Co
ciekawe ani my nie umiałyśmy francuskiego, ani oni angielskiego :)








Brak komentarzy:
Prześlij komentarz