Rodzinka 4x4


Nasza ekipa podróżnicza liczy 4 osoby:
  • moja mama i babcia w jednej osobie, prowodyrka całego zamieszania
  • córa Jula nazywana ,,Zdrowula''
  • syn Dawid nazywany przez dziadka ,,Copperfield''
  • i Ja - niepoprawna podróżniczka,
a niepoprawna dlatego, że nawet gdy wszystkie chóry aniołów śpiewają  
,,Nie ten czas na podróż''
 ja zawsze znajdę jakieś ,,ale'' i wyjadę.

Już jako mała dziewczynka łaknęłam ciągle to nowych miejsc i gdy mama pytała:  
To co, jedziemy do Władysławowa?
Ja na to:  
eee...tam już byłyśmy, ale tu jeszcze nie!
I zostawało przy moim.

No właśnie, tą całą miłością do podróżowania zaraziła mnie moja mama, która wszędzie mnie gdzieś zabierała. W wakacje nie było siedzenia przed telewizorem całymi dniami, ani gier komputerowych. Przychodził weekend to pakowałyśmy manatki i jechałyśmy pierwszym dostępnym pociągiem nad polskie morze i nie straszne nam było 10 godzin w wypełnionym po brzegi przedziale. Podróż nie kosztowała mamę zbyt wiele (tata kolejarz, więc trzeba było korzystać :) ) 1,5 dnia nad Bałtykiem - bezcenne.


Potem przyszedł czas na zagraniczne wojaże.
Mama dostała premię za dobrze wykonywaną pracę w postaci wakacji na Teneryfie dla całej rodziny.
Ach co to były za wakacje! Wtedy nawet tata namówił się na podróż, choć to zawzięty domator. Jak potem stwierdził: przekonał go ,,stół szwedzki''. Taak...mój tata lubi dobrze zjeść
(i widać to po nim).
Zakochałam się w hiszpańskim klimacie, w tych wszystkich egzotycznych roślinach, które mogłam dotknąć, w daktylach, które jadłam prosto spod hotelowej palmy, w tańczących orkach podczas show w Loro Parque....
To było bardzo dawno temu, ale pamiętam do dziś, że płakałam jak bóbr, kiedy wracaliśmy do domu. Mama wtedy powiedziała:  
,,Aguś, od teraz w każde wakacje zobaczymy inny zakątek świata''.

Słowa dotrzymała!


Teraz, kiedy sama jestem mamą dwójki szkrabów każdą wolną chwilę spędzamy na poznawaniu świata.


To nie muszą być najdalsze strony.
Czasem to spacer w pobliskim parku, Dinopark w Kołacinku, czy wycieczka rowerowa do Bieganowa, a czasem Skała Afrodyty na Cyprze, Palmitos Park na Gran Canarii czy Przylądek Cabo da Roca w Portugalii.
  
Najważniejsze to to, że jesteśmy wtedy razem!


Traktuję ten blog bardzo osobiście, raczej jako pamiętnik z podróży (zawsze taki chciałam mieć), niż przewodnik (choć mam nadzieję, że niektóre informacje mogą Wam się przydać).

Zapraszam Was do wspólnej podróży w znane i nieznane!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz